A więc zostaliśmy puszczeni do naszego domku. Wreszcie, bo w tym szpitalu budziłem zbyt duże zainteresowanie wielu Pań i Panów w białych i zielonych ubrankach. Ale wystawili mi same dobre opinie i pokłuli na rożne brzydkie chorubska. Tak więc dla zainteresowanych z moim zdrowiem, słuchem, wagą i innymi rożnymi sprawami wszystko w najlepszym porządeczku.
W poniedziałek po obiedzie (hmmm wlaściwie przy ilości posiłkow, które mam to nie wiem który to obiad) rodzice zawinęli mnie chyba w wszystkie chiuchy jakie mieli i wlożyli w mój bolid. A potem przy pomocy Dziadka Jurka zajechaliśmy do domu. Zresztą sami zobaczcie na fotkach: w moim bolidzie i po wyjęciu w specjalnym wyścigowym kombinezonie (wiem, wiem rozmiar z dużym zapasem, ale to na kolejne zawody).
W domku, wbrew opiini niektorych ciotek :P strasznie gorąco, czekała na mnie super kołyska od Ciotki Moniki (tej, która świetnie pomogła mojej mamie w Szkole Rodzenia przygotować sie do moich narodzin, za co jesteśmi bardzo wdzięczni)
Słowem żyć nie umierać, kołyska, ciepełko, jedzonko no i TVN24, którego nie nadawali w szpitalnej TV :) Szkoda tylko, że czasem rodzice ubierają mnie w jakieś… rożowe gatki co jak widać budzi moje lekkie zażenowanie:
Aha, tato prosił przekazać, żebyście odwiedzali bloga codziennie, będziemy starać się wspólnie aktualizować naszego bloga dużo częśćiej. A już nie długo więcej fotek w naszej Galerii.















Leave a comment